Trzy miesiące. Bez obawy. Nie jest to wyrok Rio Ferdinanda, za kopnięcie pewnej kobiety po meczu z Chelsea na Stamford Bridge. Nie jest to też kara dla Carlosa Teveza, za rzekome prowokowanie Johna Terry’ego, również w meczu z Chelsea, tyle, że w finale Ligi Mistrzów. Jest to coś zupełnie innego. Czas rehabilitacji.

Właśnie trzy miesiące, musi pauzować Cristiano Ronaldo, z powodu kontuzji prawej kostki.
W pierwszym odruchu, podczas letnich wypowiedzi Ronaldo, że nie wie gdzie będzie grał w przyszłym sezonie, pomyślałem: „Phi. Nic takiego, Diabły poradzą sobie bez niego.”. Nawet ładna rymowanka wyszła, ale nie w tym rzecz. Wściekłość na Cristiano, powierzającego wszystkie swoje sprawy mamie albo Bogu i jego ignorancja wobec kibiców i działaczy MU, nie pozwalały mi trzeźwo myśleć. Jedyne zdanie cisnące się na usta, po jego wszystkich wypowiedziach, z których nic nie wynikało, nie nadaje się do druku. Jednak najwyższe stadium furii w sprawie Portugalczyka minęło i przeszył mnie strach. Co my zrobimy bez boskiego Ronaldo?
Pomyślmy przez moment „na chłodno”, puszczając w niepamięć wszystkie wybryki CR podczas tego lata. Wychowanek Sportingu w minionym sezonie, był najlepszym graczem United. Bez niego, wątpliwe byłoby wygranie Ligi Mistrzów i Premiership. Znakomite występy, 42 gole, asysty, gra dla drużyny – już nie dla siebie. Dla mnie bzdurą jest opinia, że Ronaldo gra słabo z silnymi rywalami. Wierutną bzdurą. W dwóch meczach z Liverpoolem – 1 gol. W dwóch bataliach z Arsenalem – 2 gole + asysta. Cztery mecze z Chelsea – 1 gol. Dwie potyczki z Lyonem – 1 gol + asysta. Dwa mecze z Romą – 1 gol. Kolejne dwa spotkania z Barceloną – 0 goli, za to przestrzelony rzut karny. Czy tak wygląda słaba gra z silnymi rywalami? Nie sądzę. Myślę, że tego typu opinie pojawiają się głownie po meczach, w których Ronaldo jest pozostawiony sam sobie.
Ze średniakami i słabymi rywalami, prawie cała drużyna atakuje bramkę rywala. Z silnymi – Tevez i Rooney często się cofają, a z przodu pozostaje sam Ronaldo. Tak było w meczu z Barceloną. CR nie mógł w nim zrobić praktycznie nic, bo w ataku był zupełnie sam. Tevez grał gdzieś w środku a Rooney jako cofnięty prawy pomocnik. W efekcie, styl atakowania MU w tym meczu wyglądał następująco: długie podanie do Ronaldo i oczekiwanie że ten coś zrobi, mając naprzeciwko siebie co najmniej trzech rywali. Nikt nie poradziłby sobie w podobnej sytuacji, toteż nie poradził sobie Cris, ale i tak wszyscy wieszali na nim psy za beznadziejną grę. W dodatku Cristiano w tym sezonie przestrzelił aż trzy jedenastki. To było coś wspaniałego, dla osób uwielbiających poddawać w wątpliwości umiejętności skrzydłowego z Madery. Ale cóż, taka już mentalność człowieka, że uwielbia wypominać innym słabsze momenty, zapominając o tym, co w nich najlepsze.
Teraz pozostaje kwestia: kto weźmie na siebie odpowiedzialność za strzelanie goli dla Manchesteru? Wyjątkowo nierówny i pudłujący w sytuacjach sam-na-sam, Wayne Rooney? A może Carlos Tevez? Miał przyjść Dymitar Berbatov. Nawet jeśli Bułgar trafi na Old Trafford, to czy zastąpi w ładowaniu gola za golem genialnego Cristiano? Szczerze wątpię. Co gorsza, United nie posiada skrzydłowego dorównującego klasą Ronowi. Na dodatek Park ponoć również opuści początek sezonu z powodu kontuzji. Kto pozostaje? Rodak CR – Nani, młodziutki wychowanek Lee Martin oraz leciwy Ryan Giggs. Znając Fergusona, grać będzie właśnie Nani z Walijskim Smokiem, a ta kombinacja wcale nie napawa optymizmem, no chyba, że talent Naniego eksploduje. To jednak jest wersja bardzo optymistyczna…
Nie chcę być złym prorokiem, ale początek sezonu w wykonaniu Czerwonych Diabłów - znowu - wcale nie musi być różowy. Fakt, w pierwszym meczu, czeka nas pojedynek z Newcastle, z którym powinniśmy sobie poradzić, zwłaszcza, że w poprzednim sezonie, dwa razy dostali łomot; 6:0 na Old Trafford i 5:1 na St James Park. Pięć goli w tych dwóch meczach zdobył Cristiano Ronaldo… Drugi mecz, to już wyjazd na Fratton Park – potyczka z Portsmouth, czyli dość trudna przeszkoda. Następnie gramy z Fulham u siebie i… no właśnie. Bardzo ciekawy smaczek. Najpierw bitwa z Liverpoolem, a następnie z Chelsea Londyn. Oba mecze na wyjeździe. Wspaniale, prawda?
W skrajnej rozpaczy, wymyśliłem ultra-ofensywne ustawienie mające pomóc w zdobywaniu goli. Proszę się nim nie kierować, to po prostu moja fantazja.
________Van der Sar_______
_Brown Ferdinand Vidic Evra__
_Nani Carrick Scholes Rooney_
________Tevez Saha________
Jak wiemy, początek sezonu opuści również Anderson, a – standardowo – niepewne jest zdrowie Louisa Sahy. Będzie ciężko. Bardzo ciężko. Możemy nienawidzić Ronaldo za te jego wymysły, jakoby czuł się niewolnikiem na Old Trafford, itp., ale nie możemy nie dostrzec jego udziału w grze Czerwonych Diabłów. Bez Portugalczyka, drużynie trochę brakuje polotu, odrobiny fantazji…
Kto zatem zajmie miejsce Ronaldo, jeśli chodzi o strzelanie goli i „ciągnięcie” do przodu akcji? Ja stawiam na Rooneya; mam głęboką nadzieję, że Anglik najgorsze ma za sobą i bez Cristiano, na którego chwałę musiał pracować cały sezon, stanie się gwiazdą pierwszej wielkości.
Jakie jest Wasze zdanie, drodzy czytelnicy? Kto, wg Was, będzie głównym motorem napędowym Red Devils przez pierwszych kilkanaście meczów w Premiership i Champions League? I – co najważniejsze – czy Manchester United, bez wybitnego Portugalczyka, będzie potrafił wspaniale wygrywać i górować nad rywalami? Zachęcam, do dodawania komentarzy.