Kategoria: (Manchester United) Autor: rooney Data 22 lipca 2009

Informacja o tym transferze wzbudziła we mnie kompletnie mieszane uczucia. Definitywnie, Michael Owen jest zawodnikiem który ma nie przeciętne umiejętności, więc jeśli chodzi o talent nie miałam wątpliwości, że owe posunięcie SAF’a jest konkretnie właściwe. Otóż, problem zaczął narastać wtedy gdy spokojnie analizując wszystkie plusy i minusy przejścia Anglika na “dobrą stronę” (wybaczcie jeśli te sformułowanie kogoś uraziło) , zaczęły zmierzać ku Jego przeszłości, a mianowicie przeszłości w “The Reds”, myślę że rzucenie tego hasła wystarczy, aby uświadomić wszelkim kibicom co mam na myśli.

Każdy inteligentny człowiek, przed podjęciem dość ważnej decyzji rozważa wszelkie za i przeciw. Z całą pewnością, po odejściu “super gwiazdy” ( tak, ’super gwiazdy’ - Cristiano Ronaldo którego zachowanie było swoją drogą kompletnie żałosne ), nie wątpliwie United potrzebne były wzmocnienia w defensywie. Pojawiły się pierwsze informacje o zainteresowaniu “Diabłów”, osobą Michaela. Osobiście, nigdy nie pokładam zbytnich nadzeji w takich newsach, często są to niepotwierdzone informacje, które mijają się z prawdą. Niewątpliwie, w tej chwili nie ma to żadnego znaczenia. Oto nadszedł ten dzień, w którym oficjalnie informacja została potwierdzona. Michael Owen w Manchester United. Jak wspominałam, pojawia się fala kompletnie mieszanych uczuć. Z jednej strony, naprawdę utalentowany i doświadczony zawodnik. Tylko, czy nie jest tak, że swoje najlepsze lata ma już za sobą? Czy ciągłe kłopoty ze zdrowiem, nie są tu argumentem aby jeszcze raz wszystko porządnie przeanalizować? Dużo pytań, nasuwało się tamtego dnia. Dręczyła mnie także dziwna potrzeba zrozumienia decyzji Sir Alexa. Dlaczego Owen? Czy to aby na pewno, dobra inwestycja w przyszłość?

Moją wątpliwość budzi także przeszłość Anglika. Real Madryt, FC Liverpool, Newcastle United…brzmi to dość drażliwie w odczuciu kibica “Red Devils”. Uważam, że w kwestii wartości United jest najpiękniejszym klubem pod słońcem. Honor, wierność czy choć by szacunek. Tak, szacunek za wkład w tak piękny kawał historii klubu, którą tworzyli fenomenalni zawodnicy. Stanie się częścią tak wielkiego klubu jak Manchester United, otwiera nowy rozdział w życiu Michaela Owena.

Przez moment chciała bym skupić się właśnie na tym. Mianowicie, wartości. Czy to aby na pewno ma teraz jakieś znaczenie w futbolu? Czy nie jest tak, że zostały one przykryte wielką stertą pieniędzy, sławy, korupcji bądź pragnienia bycia jeszcze bardziej popularnym? Jak by zadać to konkretne pytanie, każdemu z nas, kibiców, odpowiedzi były by raczej różne, zdania podzielone. Nastały czasy, gdzie granica pomiędzy dobrem a złem została zatarta. Każdy z nas jest innym człowiekiem i postrzega świat po swojemu. Jednak z mojego punktu widzenia, świat bez jakiś wartości jest niczym. Może brzmi to dość zabawnie, ale patrząc na futbol przez pewien pryzmat nabiera on jeszcze ciekawszych barw,a już szczególnie w kwestii United. Miłość do klubu, wywiera w nas piękne uczucia pragniemy by wszystko układało się jak najlepiej dla “Czerwonych Diabłów”, chcemy zwycięstw i wszelkich deklaracji że każde wyjście na murawie naszych chłopców, były przypieczętowane ogromną motywacją, konkretnie dążącą do zrealizowania jednego celu, jakim jest zwycięstwo. Michael dostał szansę, jednak tak kompletnie szczerze nie jestem pewna czy zostanie przywitany( mam na myśli, już na murawie) z oczekiwanym entuzjazmem. Były zawodnik odwiecznego rywala ( i tutaj z pełnym szacunkiem do FCL), bo tak właśnie jest kojarzony i postrzegany. Przede wszystkim kojarzymy go z Liverpool’em, spędził tam swoje najlepsze lata i bez żadnych wątpliwości został tam pokochany za swój talent i wkład w sukcesy drużyny. Otrzymał koszulkę z numer “7″, co samo w sobie wzbudziło falę kontrowesji. Jednak czy to ma jakieś wielkie znaczenie? Z jednej strony, jest to numer który o czymś świadczy. Ten trykot reprezentowany był przez tych “wielkich”. Best, Cantona czy Beckham - te nazwiska mówią samo za siebie. Nic więcej nie trzeba dodawać. Sir Alex pokłada w Michaelu wielkie nadzeję, tego możemy być pewni. Z drugiej strony to tylko numer. Tak, powiązany z pewną tradycją i wartościami sentymentalnymi… ale to tylko numer.

Jak spisze się na “Old Trafford”? Czas pokaże. Nie ma sensu “gdy bać”. Nie ma sensu płakać, że stało się tak a nie inaczej. Michael Owen jest piłkarzem United, trzeba się z tym pogodzić. Za akceptować sytuacje. Sądzę, że Owen zasługuje na taki kredyt zaufania. Jest teraz częścią drużyny. Drużyny, która w naszym życiu znaczy tak wiele. Czy choć by z tego powodu powinniśmy poczekać z osądami, aż do pierwszych spotkań z Jego udziałem?

Autor: Kamila

Musisz byą zalogowany aby komentowaą.